Załoga

Pszczelarze na fali to ekipa, którą łączy jedno – pszczoły lub morze! Choć nie wszyscy się znamy, to na pewno będziemy mieli o czym pogadać. W grupie znajdą się zarówno młodsze, jak i starsze osoby, mniej i bardziej doświadczeni, zarówno w żeglowaniu, jak i w pszczelarstwie. Jedno jest pewne – pasja do pszczół i morza połączy nas wszystkich, a wspólne przygody na pokładzie sprawią, że każdy dzień będzie pełen śmiechu, nauki i konstruktywnego dialogu na temat polskiego pszczelarstwa.

Poznaj załogę

Organizatorzy

uśmiechnięty mężczyzna w średnim wieku w czapce stoi na pokładzie łodzi

Jacek Wojciechowski, lat 55, mąż i ojciec, technik pszczelarz, jachtowy sternik morski, nieuleczalny marzyciel. Tak musiałbym siebie opisać gdybym nie był gadułą. Ale nim jestem! Jestem też pomysłodawcą i siewcą wydarzenia „Pszczelarze na fali 2025”, żeglowanie na „Pogorii” sprawia mi taką frajdę, że postanowiłem się nią z Wami podzielić. Integracja pod żaglami, jako terapia różnych „schorzeń” jest sprawdzona i działa, dajmy sobie wzajemnie szansę poznać się lepiej, nauczmy się słuchać siebie wzajemnie i wspólnie działać. Jedna osoba nie postawi grotżagla na „Pogorii”, samotnie nie wymyślimy leku na bolączki toczące pszczelarstwo. Stwórzmy załogę, pożeglujmy razem! Na co dzień wiodę nudne życie zawodowego pszczelarza w Górnej Styrii, prowadzę wędrowne gospodarstwo pszczelarskie – jedno z największych w Austrii. Do zobaczenia na pokładzie!

kobieta pszczelarka przechadza się po pasiece. W tle zieleń drzew

Pszczoły uczyniły z mojego życia prawdziwy rollercoster, wywróciły je do góry nogami, po obracały i postawiły w zupełnie innej rzeczywistości. Tym sposobem, jako geograf, geomorfolog i przewodnik tatrzański wylądowałam w pasiece hodowlanej, a ta wciągnęła mnie w otchłań pszczelarskiego świata niczym morskie fale. Dzisiaj jestem hodowcą, inseminatorem, sekretarzem dwóch organizacji branżowych i prowadzę Akademię Pszczelarza. W świecie pszczół fascynuje mnie dosłownie wszystko, a w świecie pszczelarzy stawiam na etykę, która jest wyrazem harmonijnej współpracy z naturą. Przebieram nogami myśląc o rejsie i o tym, że będzie mi dane wejść na sam szczyt masztu żaglowca Pogoria…

kobieta w ciemnych okularach siedzi na łódce na wodzie i spogląda w niebo

oligofrenopedagożka, veganka, w Centrum Pszczelarskim Wilde zajmuję się kontaktem z klientem i logistyką. Jeśli trafiliście na nieco hardy ton przez telefon to byłam ja. Niemniej spokojnie od kilku lat szczęśliwie posiadam własną pasiekę i uczę się od naszej Kortówki łagodności, więc może być już tylko lepiej.

mężczyzna w bluzie pszczelarskiej i krótkich spodenkach siedzi na trawie. w tle pasieka

tydzień bez pasieki, pszczół i moich pszczelarzy. Na żaglowcu, na morzu. To będzie wyzwanie. 26 lat temu spełniłem moje marzenie, zostałem pszczelarzem i założyłem Pasiekę Szeligów. Chciałem być pszczelarzem-pszczelarzem, dzisiaj jestem pszczelarzem-hodowcą matek pszczelich, bo właśnie ta dziedzina pszczelarstwa wciągnęła mnie bez reszty. Hoduję pszczoły kraińskie w Wielkich Drogach koło Krakowa, tam również uczę tego niełatwego zawodu i pokazuję jak obchodzić się z pszczołami. Moją jednostką miary czasu jest sezon hodowlany. Każdy kolejny to dla mnie przygoda, przyjaźnie, ludzie, wzruszenia, nowe doświadczenia, wyzwania, rozczarowania, czasem złość, zmęczenie, ale na końcu ogromna satysfakcja i tęsknota za następnym, który rozpocznie się dopiero za rok. Mam nadzieję, że tak będzie również z rejsem.

Załoga

Urodzony w Gdyni, Kaszub z dziada pradziada, mieszka w Chwaszczynie koło Gdyni, członek Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych oraz Prezes Zarządu Rejonowego Koła Pszczelarzy w Gdyni. Prowadzi około 230 pasiekę,  pszczelarstwo jest jego jedynym źródłem utrzymania. Oprócz pasieki towarowej prowadzi również pasieki miejskie, najbardziej znaną jego pasieką jest ta na dachu Urzędu Miasta Gdyni – gdzie nieraz wieje morska bryza. Tradycje pszczelarskie odziedziczył po swoim dziadku, który do Chwaszczyna swoją pasiekę sprowadził w 1936 roku. Żonaty, troje dzieci.

Chciałem być marynarzem…

10.10.2000 wstąpiłem do Marynarki Wojennej i były to najlepsze, roczne wakacje nad morzem. Od tego czasu wskakuję, kiedy się da, na wszystko co pływa i jest to antidotum na zapchaną głowę.

Chciałem być pszczelarzem…

Od 2012 roku z pszczołami mam kontakty systematyczne i intensywne. Moje pszczelarstwo to pomaganie nowym adeptom pszczelarstwa i edukacji najmłodszych, miód jest efektem ubocznym 😉

Przez kilkanaście lat pracowałem jako handlowiec w korporacjach, pszczelarstwo pomogło mi wrócić na wieś i cieszyć się spokojniejszym życiem wraz z rodziną.

Treningi i przygotowania do startów w sportach wytrzymałościowych tj. pływanie długodystansowe i triathlon utrzymują mnie w ciągłej sprawności i kondycji do wymagających prac pasiecznych.

W życiu najważniejsza jest ciekawa droga nie cel.

Nazywam się Błażej Burnat i razem z bratem Kornelem prowadzimy Pasiekę Wędrowną BURNAT, opiekując się 700 rodzinami pszczelimi. Produkujemy naturalny miód oraz szeroki wachlarz produktów pszczelich, sprzedawanych lokalnie i online. Prowadzimy również firmę wytwarzającą innowacyjne, trwałe ule, łącząc wieloletnią tradycję rodzinną z nowoczesnymi rozwiązaniami. Nasze doświadczenie w pszczelarstwie pozwala nam łączyć wiedzę praktyczną z technologią, a pasja do pszczół i edukacja w zakresie ich roli w ekosystemie stanowią fundament naszej pracy. Staramy się promować zrównoważone pszczelarstwo i wysoką jakość polskiego miodu.

ADAM CHYŁA  lat 50, szczęśliwy mąż Kasi i tata Madzi.  Hobbystycznie Jachtowy Sternik Morski

Absolwent PW – budownictwo. Od 30 lat zajmuję się budowaniem stacji paliw i obiektów przemysłowych. Od 17 lat prowadzę własną firmę w tej branży.

Cieszę się bardzo z rejsu Pszczelarze na fali gdyż poznam tam ludzi, którzy znają największą dla mnie tajemnice świata jaką jest tworzenie miodu.

Uwielbiam specyficzne i nieoczywiste  poczucie humoru.

Wady : realista z nutą pesymizmu o dziwacznych marzeniach.

Zalety : realista z nutą optymizmu spełniający swoje marzenia. 

Motto : życie jest jak pszczoła, czasami czarne, czasami żółte – czyli unikaj sztormów, a słońce pojawi się samo. 

Do zobaczenia na rejach, a perty niech się do nas uśmiechają.  

Agata Dyczko – córka, wnuczka i prawnuczka pszczelarzy, ale kobiety w tej rodzinie też pracowały z pszczołami i przetwórstwem miodu, bo to czasem umyka 🙂 Reżyserka teatralna, pisze, tworzy słuchowiska, prowadzi Pasmo dla Ziemi w Radio Kapitał, a tam cykl audycji w pasiece taty dyczko, nagrywa, słucha i bada dźwięki owadów społecznych, żegluje, ma stopień jachtowego sternika morskiego

Zbigniew Dyczko lat 64, z wykształcenia jestem technikiem samochodowym. Skończyłem dwuletnią pomaturalną szkołę w Pszczelej Woli .
W swoim życiu prowadziłem, nad morzem, małą sieć punktów handlowych. Zajmowałem się również transportem międzynarodowym. Z pszczołami zapoznał mnie mój ojciec, gdy
miałem 13 lat. W wieku 40 lat założyłem własną pasiekę i rozwinąłem ją do ponad 200 rodzin pszczelich. Obecnie w Żukowie Morskim prowadzimy z żoną i córką agroturystykę – wynajem domków i 100- pniową pasiekę.
W młodości dużo żeglowałem i płetwonurkowałem. Jestem Sternikiem Jachtowym.
Żeglowałem na śródlądziu i po Bałtyku.
Cieszę się bardzo, że mogę wrócić do żeglarstwa w tak doborowym towarzystwie Pszczelarzy.

Pasją do pszczół, podobnie jak zainteresowaniem żeglarstwem i końmi, zaraził mnie mój ojciec. Zawsze ciekawie opowiadał, zwłaszcza o odkryciach geograficznych. Ojciec sam zaprojektował i zbudował żaglówkę. W szkole średniej otrzymałem patent żeglarza jachtowego. Moim największym marzeniem w tym czasie było jednak kupienie konia i wyjechanie w Bieszczady. Po maturze zajmowałem się różnymi rzeczami i, ku utrapieniu rodziców, często zmieniałem szkoły. Studiowałem m.in. w Wyższej Szkole Morskiej w Gdyni na Wydziale Nawigacyjnym, ale rzuciłem studia, wyjechałem w Bieszczady i przez pewien czas pracowałem w stadninie koni. Od 15 lat jestem pracownikiem naukowym SGGW w Warszawie, gdzie uczę studentów pszczelarstwa i radości życia. Razem z żoną prowadzimy własne gospodarstwo pasieczne. Mam dwoje dzieci – Maję i Gucia.

Ahoj, pszczelarze-żeglarze! Nazywam się Zbigniew Grabowski lat 48, moja przygoda z pszczołami zaczęła się… od miłości. W 1997 roku poznałem moją żonę – córkę pszczelarzy z wieloletnim doświadczeniem. Zakochałem się nie tylko w niej, ale i w całym tym słodkim, brzęczącym świecie.

Przez lata pomagałem teściom, a rozmowy o pszczołach były u nas tak częste, że nawet przy obiedzie trudno było znaleźć temat bez miodu. Potem trochę się od pszczół oddaliliśmy, ale życie – a właściwie pandemia – przypomniało nam, co w nim najważniejsze. Gdy teściowie zachorowali, wróciliśmy do pasieki… i wtedy znów mnie to wciągnęło bez reszty.

Dziś prowadzimy wspólnie dużą  pasiekę i wiem jedno – nie ma piękniejszego zawodu. Świat pszczół daje spokój, uczy cierpliwości i pokazuje, jak wiele możemy się nauczyć od natury.

Cieszę się, że znów jestem częścią tego roju!

Radosław Janik – absolwent jedynego w galaktyce Technikum Pszczelarskiego w Pszczelej Woli oraz Wydziału Ekonomicznego UMCS. Od ponad dwóch dekad stoi na czele Spółdzielni Pszczelarskiej APIS w Lublinie. Razem z zespołem pełnym pasji pielęgnuje tradycję pszczelarską i tworzy wyjątkowe miody pitne. Prywatnie miłośnik narciarstwa i motoryzacji.

Mam 52 l. Kilka lat temu udało mi się osiągnąć taki stan, który pozwolił mi ustabilizować życie, dzięki czemu znalazło się miejsce i czas na zrealizowanie planów z przed 30 lat. Swoją przygodę z pszczelarstwem rozpocząłem przypadkowo w szkole średniej, kiedy sąsiad poskarżył się w sąsiedzkiej rozmowie mojemu ojcu, że nie ma kto mu pomóc przy pszczołach. Ojciec rozdrażniony moim bezproduktywnym spędzaniem czasu wysłał mnie do pomocy. Owego majowego dnia udało mi się wejść i wyjść cało z pasieki, jednak pszczoły nie wyszły ze mnie i tak trwa to do dziś.

Od kilku lat prowadzę niewielką pasiekę stacjonarną – i tak miało pozostać, ale nic nie trwa wiecznie. W tym roku buduje kolejną pasiekę.

W tak zwanym „między czasie” zaraziłem się żeglarstwem. Choroba okazał się tak samo nieuleczalna jak pszczelarstwo. Ze względu na „ciasnotę” wód śródlądowych szybko przeniosłem się na morze. W ramach żeglarstwa zacząłem też szkolić nowych żeglarzy. Przez kilka lat swojej praktyki wyszkoliłem liczną grupę żeglarzy.

Pasję do pszczół zaszczepił we mnie mój tata, mistrz pszczelarz, który jest moim nauczycielem i mentorem w dziedzinie pszczelarstwa. Pszczelarstwo to dla mnie nie tylko praca, ale także przygoda
– ciągłe wyzwania związane z opieką nad rodzinami pszczelimi, ale i radość z pozyskiwanych produktów pszczelich. Po ukończeniu Szkoły Oficerskiej studiowałem na Politechnice Wrocławskiej. Moja droga zawodowa miała różne kierunki, natomiast pasja do pszczół pozostała niezmienna i tak od czterech lat prowadzę własną pasiekę w Parku Krajobrazowym Doliny Baryczy pod Miliczem.

Od małego za małą, ale Dobrą pszczołą.

Jestem absolwentem, nauczycielem i dyrektorem Technikum Pszczelarskiego im. Zofii i Tadeusza Wawrynów w Pszczelej Woli. Od ponad 15 lat prowadzę „Pasiekę Kempi”, liczącą około 80 rodzin pszczelich, łącząc pasję z codzienną pracą. Uwielbiam góry, a jako sportowiec-amator przygotowuję się do maratonów i ultramaratonów górskich. W wolnym czasie doskonalę swoje umiejętności strzeleckie na strzelnicy i spędzam czas z rodziną. Moją misją jest wspieranie młodych talentów i rozwój lokalnej społeczności poprzez nowoczesne projekty edukacyjne.

Urodziłem się zeszłym tysiącleciu, potem podstawówka i liceum we Włocławku, Polibuda. Oszałamiająca kariera zawodowa: minęło kilkadziesiąt lat, a ja cały czas praktycznie w jednej firmie na tym samym stanowisku.
Lubię przyrodę, podróże,  ludzi, śmiech, majsterkować, budować.
Największa radość i duma: siedemnastoletnie Słoneczko – Córeczka tatusia Ania (też Pogorianka).
Pasja do pszczół kiełkowała we mnie kilka/nastu lat, wreszcie rok temu
rzuciłem się na głęboką wodę kupując prawie 30kę rodzin.
Mam setki pomysłów,  część realizuję, niektóre nawet doprowadzam do szczęśliwego finału.
Rejs na Pogorii to inspiracja Ani i Jacka.
Lubię uczyć się na błędach… najchętniej cudzych, dlatego jako
kompletny pszczeli żółtodziób,  cieszę się na spotkanie z doświadczonymi pszczelarzami.
Obawiam się, że będę dokarmiał dorsze przez cały rejs, ale niech mają coś ode mnie.
Piotrek

Wojciech Kołodyński…

Jarosław  Koziara urodzony w roku 1967 w Jędrzejowie. Absolwent Technikum Pszczelarskiego z 1986 roku. Niedoszły pszczelarz, który się przebranżowił w kierunku sztuk wizualnych. Zawodowo zajmuję się zadziwianiem za pomocą różnych środków wyrazu. Najczęściej spotykana recepcja jego prac to kompletny stupor i bezwładnie rozdziawiona japa. Z pszczołami łączy go odlot, zamiłowanie do bzykania i profesjonalne wstawianie kitu. Miód pozyskuje wyłącznie z ucha.
Ponadto dysponuje autoironią i spontaniczną refleksją na temat otaczającej rzeczywistości. Z żeglarskich uwag praktycznych – do pewnego czasu unosi się na powierzchni wody.

Mieszkam na wsi urokliwie położonej w Beskidzie Małym.
Od wielu lat wykonuję zawód medyczny i w sposób szczególny interesuję się prozdrowotnymi właściwościami miodu i produktów pszczelich.​
Od 17 lat pracuję na Wydziale Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Bielsko-Bialskiego na kierunku Pielęgniarstwo i Ratownictwo Medyczne. Od 16 lat cyklicznie organizuję akcje honorowego krwiodawstwa, akcje poszukiwania niespokrewnionych dawców szpiku kostnego oraz warsztaty z zakresu pierwszej pomocy.
Jestem absolwentką Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego z tytułem dr n. med. i n. o zdr.
A prywatnie… jestem pasjonatką zdrowego stylu życia, nordic walking, powieści kryminalnych, jazdy na rowerze oraz jazdy na nartach.
Jestem żoną pszczelarza a tym samym, pszczoły i tematy z nimi związane są stałym elementem naszego codziennego życia…

Warto mieć marzenia.
Od początku edukacji w Technikum Pszczelarskim miałem pasję –
żeglowanie.  W tym celu zrobiłem patent na Zalewie Zemborzyckim. Moje marzenie o wielkich żaglowcach zostało upamiętnione przez koleżanki z klasy  na dekoracji studniówkowej.
Po 34 latach mam nadzieję  dzięki Jackowi  uda się  je urzeczywistnić w
pełnym możliwym wymiarze.
Gdyby tak ktoś przyszedł  i powiedział stary czy masz czas, potrzebuję
do załogi…..
Piotrek Krawczyk Pszczelarz,  jeszcze  marzyciel.

Jestem mężem Bożenki i dwóch fantastycznych córek Ani i Oli.
Z wykształcenia jestem informatykiem, w roku 1994 skończyłem krakowskie AGH. Jeszcze w czasie studiów założyłem firmę, która zajmowała się sprzedażą sprzętu komputerowego i zakładaniem stron internetowych. Ta działalność doprowadziła do mojego pierwszego spotkania z Tomkiem Łysoniem, otrzymałem zlecenie utworzenia strony internetowej dla jego firmy. To był rok 1999.  Po kilku tygodniach rozwinęła się dalsza współpraca, Tomek zaproponował mi współpracę w zakresie rozwoju firmy i zarządzaniu nią. Od 2016 roku jestem wiceprezesem zarządu firmy Łysoń. Dzięki firmowym wyjazdom zagranicznym mogę poznawać światowe pszczelarstwo. To właśnie podczas jednego z nich, na początku mojej pracy dla firmy odkryłem, że pszczelarstwo to coś niezwykłego, pięknego. Odwiedziłem sędziwego ukraińskiego pszczelarza, mieszkającego w starej chacie, gospodarującego w starych ulach. Poczęstował mnie swoim miodem – było w tym coś mistycznego. Niedługo po tej wycieczce Tomek podarował mi sześć odkładów, a nasz ukraiński dystrybutor „pasował” mnie na pszczelarza. Polegało to na wbiciu żądła w dłoń. Obrzęk po użądleniu był wielki, ale nie zniechęciło mnie to do pszczół. Lubię ten moment, kiedy zaczyna się wiosna – idę rano przed pracą z kubkiem kawy do pasieki popatrzeć jak pszczoły lądują z pyłkiem na wylotkach. Lubię też zapach ula, tak bardzo, że zdecydowałem się na budowę domku do apiterapii w swoim ogrodzie. Obecnie nadal pomagam w zarządzaniu firmą, uczestniczę w zagranicznych eventach pszczelarskich i wspieram naszych kluczowych klientów. Moimi hobby, oprócz pszczelarstwa są: jazda na rowerze górskim, wędkarstwo, snowboard i oczywiście tenis, lecz z braku czasu często te aktywności zaniedbuję. Pszczoły „pochłonęły” mnie tak mocno, że to zaraz po mojej rodzinie moja największa miłość.

Wiele lat spędziłem przed ekranem komputera, ale to było nie to o czym marzyłem od najmłodszych lat. Zawsze chciałem być blisko natury i gdy pokazano mi pszczoły to stwierdziłem, że to jest to czym chciałbym się zajmować. Ale by opiekować się pszczołami musiałem je poznać i zresztą cały czas je poznaję bo są jak otwarta księga z której codziennie czerpię natchnienie do pracy.

Dr hab. Anna Kurek-Górecka – przygodę z apiterapią rozpoczęłam  ponad 20 lat temu w trakcie studiów. Początkowa fascynacja rozwinęła się w kierunku działalności naukowej w tym obszarze. Jestem pasjonatką apiterapii opartej na dowodach naukowych. Wyznaję zasadę, że do szczęścia nie jest potrzebne wygodne życie a zakochane serce. Jestem farmaceutką, vice-prezeską Polskiego Towarzystwa Apiterapii i Vice-Prezydentką International Federation of Apitherapy. Aktualnie kontynuuje działalność naukową na  Śląskim Uniwersytecie Medycznym w Katowicach, na Wydziale Nauk Medycznych w Zabrzu, w Katedrze i Zakładzie Mikrobiologii i Immunologii. Z miłością i determinacją jaką wkładam w naukę podejmuję nowe wyzwania jak udział w rejsie po morzu – kocham morze i zbliżam się do bzyczących bezkręgowców, których efekt akustyczny może stanowić również doskonałą terapię. A więc ahoj przygodo!



Pszczelarstwem zaraziłem się w pasiece sąsiada w 1977 roku a po czterech latach zostałem najmłodszym prezesem koła pszczelarzy. 
Razem z żoną pokochaliśmy pracę z pszczołami specjalizując się najpierw w produkcji mleczka pszczelego a potem pyłku, matek oraz odkładów.

Praca zawodowa i społeczna umożliwiły mi dotarcie do wielu pszczelarzy, których szkoliłem, którym pomagałem i ciągle pomagam jako prezes, koordynator, wykładowca czy nauczyciel.

Działając w imieniu Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych byłem koordynatorem-realizatorem ogólnopolskiej kampanii promocyjnej miodu „Życie miodem słodzone” oraz współorganizatorem i uczestnikiem dwóch rajdów w obronie pszczół. 

Jako nastolatek pływałem na śródlądziu pod żaglami, ale to już dawne dzieje.

Ahoj,
mieszkam i  prowadzę swoją pasiekę w małej pomorskiej wsi Janiszewo. Studia ukończyłam na kierunku rolnictwo UWM w Olsztynie, następnie podyplomowo – pszczelarstwo i uzyskałam kwalifikacje nauczycielskie. Wtedy taż zrezygnowałam z pracy na stanowisku podinspektora w urzędzie i podjęłam zatrudnienie jako nauczyciel przedmiotów zawodowych w Zespole Szkół Rolniczych Centrum Kształcenia Zawodowego w Bolesławowie. Staram się
poszerzać swoją wiedzę, rozwijać swoje pasje i cieszyć się życiem.

Mam 18 lat, jestem uczniem niepowtarzalnego technikum pszczelarskiego w Pszczelej Woli. Zarażona pasją do pszczół przez mojego tatę i artystyczną duszą po raz pierwszy wejdę na pokład. Poza pszczołami pasję znalazłam również w sztuce, co w pszczelarstwie też jest istotne. Czy mam chorobę morską? To się jeszcze okaże. Nie mniej jednak jestem tak samo podekscytowana jak i przerażona że morskie fale bezpowrotnie obudzą we mnie żeglarki instynkt.

Jestem początkującą pasjonatką pszczelarstwa — z tych, co to im więcej się uczą, tym bardziej wiedzą, że po sześciu latach zajmowania się pszczołami niewiele wiedzą. Na co dzień tworzę i rozwijam projekty edukacyjne w krakowskim magistracie, a po godzinach… wyskakuję do pasieki, czasami zabierając męża albo przyjaciół. Lubię dzielić się swoją pasją do pszczół z innymi.  Życie między urzędem a ulem bywa zwariowane, ale chyba właśnie takie mi odpowiada. Po sezonie pszczelarskim nadrabiam zaległości kulturalne z córkami, najczęściej w operze, filharmonii, teatrze lub kinie. Natomiast latem, w tych krótkich chwilach oddechu od pszczelarskich obowiązków, uciekam z mężem na Mazury. Od lat jestem jego niezawodną pomocniczką na pokładzie, z radością śpiewam szanty, wiążę węzły (nie tylko te na cumie) i… zawsze jestem gotowa na stawianie masztu.

mężczyzna w t-shircie, czapce z daszkiem i okularach siedzi na pokładzie łódki i patrzy w dal. W tle zagłówka i zielony ląd

Jako pszczelarz, prowadzę średniej wielkości pasiekę wędrowną. Doszedłem już do 150 rodzin a teraz… powoli redukuję. Jako żeglarz, mam patent żeglarza jachtowego i… plany na przyszłość. Zawodowo jestem informatykiem, z zamiłowania – włóczęgą.

Jestem jednym z założycieli Stowarzyszenia Pszczelarzy Polskich „Polanka”, w którym bywałem skarbnikiem i prezesem, a teraz działam w projekcie „Polanka TV – Pszczele Wieści naukowo o przyrodzie” na YouTube. Lubię wiedzieć, co się dzieje w pszczelarstwie w kontekście odkryć naukowych, roli pszczelarstwa w wizji społeczeństwa przyszłości i potencjału organizacyjnego środowiska. Dużo sobie obiecuję po rejsie i wiem, że sporo mogę dać od siebie. Mam już plany na rozmowy w kubryku.

Maciej Smaruj, lat 38, pszczelarz zawodowy, inseminator, hodowca pszczół i matek pszczelich rasy Kraińskiej linii Wielka w Pasiece Hodowlanej Wojciech i Maciej Smaruj w Modliszewie koło Gniezna . Z pszczołami mam kontakt od dziecka. I  tak płynę na tej  fali pasji i determinacji  i choć nie przepadam za wirowaniem – ani w życiu, ani  w miodarce , to kocham  pracę z królowymi i bzyczącymi.

Kiedy nie zajmuję się pszczołami , zanurzam się w lodowatych wodach, udowadniając, że morskie fale też nie są mi straszne. Jako  kapitan swojego życiowego statku, balansuje między pasieką , sportem, wędkarstwem, lenistwem i motocyklowymi przygodami. Wierzę, że zarówno w pszczelarstwie , jak i na otwartym morzu najważniejsze jest trzymanie kursu, nawet gdy wiatr dmie w oczy. To będzie mój pierwszy pełnomorski rejs, dlatego już nie mogę się doczekać!

Mam 39 lat z czego 16 lat jestem zawodowym pszczelarzem. Doświadczenie pszczelarskie zbierałem przez 9 lat pracy w jednej z większych pasiek w Polsce oraz 6 miesięcy pracy w Australijskiej pasiece. Ponadto od 15 lat jeżdżę po targach pszczelarskich w Polsce i zagranicą.

Jestem absolwentką Technikum Pszczelarskiego w Pszczelej Woli, później Akademii Rolniczej w Lublinie. Nieuleczalnie chora na pszczoły, Pszczelą Wolę i wnuczkę. Od ponad 30 lat wraz z mężem prowadzę 40 pniową pasiekę, więc od czasu do czasu wiem o czym mówię. Udział w rejsie to dla mnie jazda bez trzymanki. Będę pokonywała wszelkie bariery psychiczne i fizyczne w doborowym towarzystwie. Uffff….

Jestem lekarzem laryngologiem – chirurgiem głowy i szyi, doktorem
habilitowanym medycyny, zapalonym pszczelarzem, nurkiem i początkującym żeglarzem jachtowym! Na co dzień „grzebię” w uszach, gardłach, nosach i zatokach, a także pracuję naukowo. Kiedy tylko mogę, zamieniam endoskop na kompas, fartuch lekarski na piankę nurkową albo uciekam do moich pszczół w pasiece.

Jako prezes Polskiego Towarzystwa Apiterapii wierzę w moc produktów pochodzenia pszczelego – to świetne wsparcie dla zdrowia, choć nie zastępuje medycyny klasycznej.

Żeglarstwo to moja nowa zajawka, którą dzielę z Alicją – moją partnerką i towarzyszką rejsu. W duecie płyniemy po przygodę, dobre rozmowy i szanty pod żaglami!

Pozdrawiam, M. Szczepański

Moja miłość do żagli zaczęła się od szant i jestem ich chorobliwą fanką. Z innych nieuleczalnych chorób posiadam jeszcze tę do Włoch, jedzenia i szwendania się po świecie. Także w poszukiwaniu najlepszego miodu.
Fascynacją pszczołami zaraził mnie mój partner Mirek, z którym dzielimy pokład życiowy i pracowy, tworząc wspólnie przychodnię lekarską.

Przez ostatnich 15 lat zajmowałam się budowaniem wizerunku firm,
organizacji, budowaniem partnerstw międzysektorowych oraz rozwijaniem projektów społecznych. Te doświadczenia wykorzystuję doradzając pro bono Polskiemu Towarzystwu Apiterapii, bo wierzę w ogromny potencjał produktów pszczelich.

Serdeczności

Posiadam wykształcenie rolnicze, jestem też Mistrzem Pszczelarzem. Od 1990 roku wraz z żoną Ewą prowadzę gospodarstwo rolne o powierzchni 30 ha oraz pasiekę, która w chwili obecnej liczy około 500
rodzin pszczelich. Jest to pasieka wędrowna, w której pozyskujemy miody odmianowe i inne produkty pszczele. Od 2006 roku jestem prezesem Stowarzyszenia Pszczelarzy Ziemi Dzierzgońskiej. Należę
również do Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych.

Od dziecka mam do czynienia z pszczołami. Jestem córką pszczelarza, który w 1947 roku założył Terenowe Koło Pszczelarzy w Dzierzgoniu. W 1988 roku ukończyłam Policealne Studium Pszczelarskie w Pszczelej Woli i uzyskałam tytuł Technika Pszczelarza. Jestem też Mistrzem Pszczelarzem . W 1990 roku wspólnie z mężem Bogdanem podjęliśmy decyzję o założeniu zawodowego gospodarstwa pszczelarskiego. W chwili obecnej pasieka liczy około 500 rodzin towarowych. W latach 1990-2006 byłam prezesem Terenowego Koła Pszczelarzy w Dzierzgoniu. Od 2007 roku jestem sekretarzem Stowarzyszenia Pszczelarzy Zawodowych. Jestem szczęśliwa, że mogę wykonywać zawód, który równocześnie jest moją pasją. W wolnych chwilach lubię podróżować i zwiedzać świat.

Pszczoły to moja fascynacja od czterech lat. Każde otwarcie ula to odkrywanie tajemnicy jego mieszkanek. Moja pasieka liczy 10 rodzin pszczelich zlokalizowanych we wspaniałym, zaledwie muśniętym przez cywilizację, miejscu. Tu, na Kociewiu, rozwijam swoje zainteresowania apiterapią i apipedagogiką. Zgłębiam i praktykuję haft regionalny i plecionkarstwo. Jako anglistka i pedagog staram się zainteresować tymi tematami otoczenie , biorąc udział w różnorakich projektach i  organizując wyjazdy tematyczne. Stawiam na współpracę i zanurzenie się w naturze oraz etykę pszczelarską. Chcę, by to co wytwarzamy razem z pszczołami było ” lekiem na całe zło”. 

W świecie żeglarstwa nie było mnie bardzo dawno, i dlatego z tym większą radością oczekuję na wydarzenie, gdzie oprócz „lewy foka szot wybierz”, będzie czas na rozmowy i doborowe towarzystwo.

Profesor zwyczajny, wieloletni kierownik Katedry Pszczelnictwa Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Dyrektor i współwłaściciel Centrum Pszczelarskiego, Pasieki Hodowlanej Wilde, skupiającej się na hodowli matek pszczelich rasy Kraińskiej linii Kortówka. Partner i kierownik wielu projektów naukowych, również międzynarodowych, redaktor wydawnictw naukowych i popularnonaukowych. Autor publikacji liczonych w setkach, zaangażowany w naukę i praktykę pszczelarską w równym stopniu. Obecnie realizuje projekt Bee Guards: Odporne pszczelarstwo i hodowla w celu ochrony naturalnych zasobów genetycznych i usług zapylania (BeeGuards.eu). Od października 2024 szczęśliwy emeryt. Uczestnik dwóch rejsów na Bałtyku, podczas których nie schodząc z pokładu zajmował się głównie karmieniem dorszy i oby się to więcej nie powtórzyło.

Właścicielka, kierowniczka i główny hodowca pasieki hodowlanej realizująca program genetycznego doskonalenia pszczół  rasy kraińskiej, linii KORTÓWKA. Pokochała pszczoły już w Technikum Pszczelarskim w Pszczelej Woli i nie wyobraża sobie życia bez nich. Od lat zaangażowana w pszczelarstwo w Polsce i na świecie. Pracowała w Niemczech, Nepalu i uczestniczyła w wielu wydarzeniach na skalę międzynarodową, czego efektem jest wiele publikacji  po polsku i angielsku. W wolnym czasie podróżuje po świecie lub pielęgnuje swój ogród. Nigdy nie była na rejsie.

Ahoj!
Z pszczelarstwem u mnie jak z żaglami — zostałem tym zarażony i nie miałem za bardzo wpływu na to, czy się tym zajmę, czy nie. Od trzynastego roku życia pracowałem niemal na pełen etat w rodzinnej pasiece zawodowej. Jestem studentem Uniwersytetu „Merito” w Toruniu na kierunku logistyka. Pasjonuję się przeróżnymi „dziwactwami”, jak na przykład polityką. W wieku osiemnastu lat należałem do Młodzieżowej Rady Miasta we Włocławku, a teraz jestem członkiem zarządu w OSP, gdzie pełnię funkcję dowódcy i kierowcy.

Dziś mam 24 lata i zastanawiam się, co dalej ze sobą zrobić. Pojawia się wiele pomysłów, lecz pszczoły nigdy nie były moim planem „A” — pewnie dlatego, że wiem, ile pracy od człowieka to wymaga. Żeglarstwo zawsze było dla mnie odskocznią od codzienności i, mimo że nie mam doświadczenia na tak ogromnych żaglowcach, jadę z nastawieniem przeżycia pięknej przygody!

Po prawie 30 latach mam szansę powrotu do mojej pasji, którą jest żeglarstwo. Ten przymusowy urlop zawdzięczam pszczołom, które zjawiły się w moim życiu 40 lat temu, kiedy to kupiłem pierwsze ule.
Gospodarzę w 80 – czasem więcej.
Pszczoły są na tyle silne, że wygrywały z żeglowaniem, które miało swoje początki jeszcze w liceum, a więc ponad 50 lat temu. Przeszedłem wszystkie stopnie żeglarskie aż do jachtowego sternika p.u. ze stażem morskim.
Pora odpocząć i wrócić do pierwotnej pasji. Pierwszym krokiem w kierunku powrotu do żeglarstwa był zakup MAKA  606, którym próbuję ujarzmiać Wisłę.
Pojawiła się ciekawość nowych doznań na nowym akwenie. Niezwykły żaglowiec, załoga i chęć przeżycia przygody. Trzeba szykować kondycję i do zobaczenia. Ahoj! 

Przewijanie do góry